Trucizna – pierwsza recenzja „od końca”
Trucizna to interesująca gra karciana, w której wcielamy się w alchemików, wrzucających eliksiry do trzech kociołków. Dostępne majmy trzy rodzaje tych eliksirów i truciznę i starajmy się tak je zagrywać, aby kociołki nie wykipiały. Trucizna to gra karciana Reinera Knizii, w której odpowiednie zagrywanie posiadanych kart eliksirów i trucizn, ma nas doprowadzić do jak najmniejszej ilości punktów ujemnych. Zapraszam na pierwszą recenzję „od końca”.
„Od końca”?
Na początku recenzji zawsze oceniam jakość wykonania i ogólny wygląd gry, następnie przechodzę do zasad rozgrywki, a później zagłębiam się w wady i zalety gry, a wszystko wieńczę podsumowaniem i oceną. Recenzja Trucizny będzie nietypowa, bo napiszę wszystko „od końca”, czyli zacznę od podsumowania i skończę na opisie wykonania.
Co sądzicie o takiej formie recenzji raz na jakiś czas?
Moja ocena
Podsumowanie
Trucizna to gra dobra. Zasady są klarowne, jakość produkty na niezłym poziomie, a gra oparta jest na dozie losowości i strategicznego planowania. Zdecydowanie najciekawszy w grze jest wybór w każdej partii, przed którym stoimy. Gra nie spodoba się każdemu, i ja miałem ciekawsze i mniej ciekawe partie, ale koniec końców gra się w nią nienajgorzej. Jedyne co może stać na drodze do zakupu tej gry, jest posiadanie talii kart i znajomość zasad gry w Kierki:)
Wady i zalety
Po pierwsze gra działa dość nietypowo i nieprzyjemnie dla 3 graczy, gdzie rozdawane są głównie punkty za trucizny. Bardzo często każdy gracz zbiera jeden kolor i na końcu gracze dostają 4-8 punktów za trucizny, przez co wyniki są zbliżone i nie da się nic z tym zrobić.
Kolejnym problemem jest bardzo duża losowość pod koniec gry, gdy gramy w nieco większym gronie. Wówczas wszystkie kociołki są prawie pełne i wszystko zależy od kart, które nam zostają na ręce. Można się przed tym zabezpieczyć zatrzymując niskie karty we wszystkich możliwych kolorach, ale rozgrywka przebiega w sposób niekoniecznie zależny od nas, dlatego końcówka jest nieco przypadkowa i dostarcza wielu punktów ujemnych.
Zaletami gry są porządne wykonanie całości, krótki czas gry i dosyć ciekawe podliczanie punktów. O wszystkim napiszę dalej w recenzji.
Trucizna a Kierki
Spotkać się można z porównaniami Trucizny do gry 6. Bierze! i zgadzam się, że mają one wiele podobieństw, ale mi bardziej przypomina ona Kierki.
Kierki(Hearts) to gra, w którą zagrać można na każdym PeCecie z Windowsem. Pośród graczy rozdawane są wszystkie karty z normalnej talii 52 kart, a następnie gracz przekazuje innemu graczowi 3 karty i rozpoczynamy rozgrywkę zasadniczą. W Kierkach chodzi o to, aby zebrać jak najmniej punktów ujemnych, które dostaje się za wszystkie karty kier, oraz za damę pik. Kiery dają nam po jednym punkcie, a dama pik 13 punktów. Gdy ktoś zbierze wszystkie 26 punktów, co jest trudnym zadaniem, dostaje 0, a reszta po 26.
W Truciźnie, tak jak w Kierkach, unikamy punktów ujemnych, a w specjalnych okolicznościach nie dostajemy ich, chociaż wydawało się, że tak będzie. Kolejne podobieństwo, to różne znaczenie kart wysokich i niskich w grze. Mając rękę pełną wysokich, w obu grach, można dążyć do zebrania wielu kart, a trzymając niskie możemy nie zebrać niczego. Prowadzi to do istnienia dwóch taktyk w grze.
Kierki są ciekawsze od Trucizny w dwóch aspektach. Po pierwsze, nie wszystkie karty są punktowane, dzięki czemu można dużo zbierać, ale grając dobrze, mieć bardzo mało punktów. Drugi ciekawszy aspekt to dama pik, która staje się centrum gry, ze względu na wysoką ilość punktów ujemnych.
Trucizna ma w tym porównaniu przewagę pod jednym ważnym względem – możliwość wpływania na wynik innych. Gdy widzimy, że jeden z graczy ma zamiar zebrać większość kart jednego koloru, możemy dorzucić do odpowiedniego kociołka karty trucizny. W Kierkach można to uczynić poprzez zagranie karty kier, ale nie ma to tak dużego wpływu na los naszego przeciwnika.
Rozgrywka
Na początku gry rozdajemy wszystkie karty pośród graczy. Jest ich 50 dlatego nie każdy dostaje tyle samo. Gdy gramy w 3 osoby, dzielimy karty na 4 kupki, a jedna z nich nie bierze udziału w grze.
Następnie jeden z graczy rozpoczyna grą kładąc jedną kartę na stole, tworząc pierwszy kociołek. Gracze wykonują swoje ruchy, aż skończą się im karty i wówczas podliczamy i zapisujemy punkty na kartce. Gra się kilka rund, aż każdy z graczy będzie rozdającym i wówczas, ten kto ma najmniej punktów ujemnych wygrywa grę.
Na stole mamy trzy kociołki, a tak naprawdę miejsca na karty w trzech kolorach. Do kociołka z czerwonymi fiolkami nie można wkładać fiolek fioletowych, ani niebieskich, i na odwrót. Karty zielonej trucizny można wrzucać do każdego kociołka.
Gdy gracz zagrywając kartę przekroczy trzynaście w sumie wszystkich kart w kociołku, zabiera te karty, ale zostawia właśnie zagrywaną.
Podczas podliczania punktów dostajemy po jednym punkcie ujemnym za każdy zwykły eliksir, a po dwa za truciznę. Jeśli uda nam się zebrać najwięcej kart z danego koloru, spośród wszystkich graczy, przynoszą nam one 0 punktów. Wynika z tego, ze można obrać taktykę zbierania wszystkich kart z danego koloru(kolorów), lub nie zbierania niczego.
Wykonanie
Trucizna jest porządnie wykonaną grą. Grafiki na kartach są atrakcyjne, najbardziej podoba mi się różnie wypełnione fiolki w zależności od liczby na karcie. „Jedynki” są puste, „dwójki” nieco bardziej napełnione, „czwórki” i „piątki” są mniej więcej, pełne w połowie, a „siódemki” to prawie pełne fiolki. Notesik wygląda porządnie i jest wystarczająco gruby, aby korzystać z niego bez kserowania. Typowa dla Knizi jest okładka gry, na której widzimy alchemika przypominającego autora gry. Podsumowując wykonanie gry jest na przyzwoitym poziomie.
Dziękujemy wydawnictwu G3 za udostępnienie gry do recenzji.
Informacje podstawowe
Autor: Reiner Knizia
Typ gry: karciana
Wydawca: G3
Liczba graczy: 3-6
Wiek graczy: 8+
Czas rozgrywki: 30-45 minut
Instrukcja: polska
Cena: 35zł



























mnie się gra podobała, bo jest przyjemna i prosta do pojęcia, no a na zdjęciu karteluszki z punktami jestem zaraz po Łukaszu, także nie najgorzej:P
Ja tam wole normalne recenzje, takie “od końca” to tylko niepotrzebne kombinowanie ;]